Wywiad ukazał się na portalu Stacja7.pl w wydaniu specjalnym poświęconym św. Stanisławowi Papczyńskiemu w maju 2018 r.
Anna Druś: Czym może zainspirować współczesnych młodych ludzi o. Stanisław Papczyński? Od czego można go polecić?
Ks. Jan M. Rokosz: Przede wszystkim poprzez to co mówił, przez to jak żył ukazuje nam coś bardzo uniwersalnego dla wszystkich na wszystkie czasy: piękno nowego życia które daje Bóg. Czasy w których on żył – czyli XVII wiek były niezwykle trudne, pełne wojen i konfliktów. A on dowodzi, że świętym można być w każdym czasie. A im trudniejsze czasy, im trudniejsze wyzwania tym trzeba większej wiary i wielu świętych. Widzimy, że skoro on osiągnął świętość w swoim czasie, tak i dla nas to jest możliwe.
Większość świętych wydaje nam się “pomnikowa” – niemal chodzące ideały. Dopiero bliższe poznanie czasem nam pokazuje, że byli zwyczajnymi ludźmi. Jak moglibyśmy odpomnikować św. Stanisława? Z czym możemy u niego się utożsamić?
Na pewno nie był “cukierkowatym” świętym, raczej był niepokorny i nieposłuszny – o ile tak można wyrazić się o świętym. Kiedy jednak przyjrzymy się głębiej jego postawom zobaczymy, że owo nieposłuszeństwo było w cudzysłowie, że ono było w rzeczywistości istotą posłuszeństwa Bogu. Potrafił sprzeciwić się ludziom ponieważ był przekonany, że pełni wolę Boga. I potrafił się upomnieć o prawdę, o wierność, nawet jeśli to narażało go na wiele strat i ludzkich porażek.
Powiedzmy o tym więcej…
Jako zakonnik najpierw był pijarem, już jako kleryk był wykładowcą retoryki, robił tam karierę. Był tak znakomitym mówcą, że nawet dominikanie zaprosili go do siebie, a oni przecież zapraszali do siebie tylko wybitnych. Spowiadał przyszłego króla (Jana III Sobieskiego), spowiadał nuncjusza, który potem został papieżem Innocentym XI, była to więc osoba coraz bardziej znacząca. Ale właśnie w takim momencie zaczął głośno mówić o tym, że Pan Bóg zaprasza go do życia zakonnego w sposób bardziej radykalny i do życia wiernego regule zakonnej zapraszał innych. Przełożeni zaś traktowali te jego upomnienia jako wyraz nieposłuszeństwa i nazwali go wichrzycielem prowincji, oskarżyli go przed generałem. Musiał do niego iść pieszo do Rzymu jako oskarżony! Potem generał zabronił mu powrotu do Polski. Gdy już wrócił – wtrącili go do więzienia właśnie za nieposłuszeństwo. A on uparcie uważał, że jest posłuszny – Ewangelii i regułom zakonu.
Można go więc nazwać patronem w takich sytuacjach konfliktowych gdy nie wiadomo co robić.